[riposta na bezstresowe wychowanie]

przed chwilą doznałam potężnego zdenerwowania. gdyż niestety trafiłam na mej lubej Frondzie na blog pana Dariusza Zalewskiego i na notkę, w której zapytuje, czy można dziecko wychować bez karania. przeczytałam raz dwa i oczywiście potwierdziły się moje przewidywania co do treści – uzasadnienie dobroczynności klapsów. a ja chyba tutaj niestety [jak dla kogo] należę do ‚nowoczesnych’ i ‚lewicowych’ pedagogów, którzy absolutnie są przeciwni biciu. może mi ktoś powiedzieć, że się naoglądałam za dużo Super Niani. albo, że studiuję lewicową pedagogikę na UW. tyle, że owszem, Super Nianię lubię, ale nie studiuję na UW. i wciąż, na tej mojej katolskiej uczelni, uczą mnie, że dzieci się nie bije.

” (…)w praktyce nie da się “wpajać zasad” (czy szerzej – wdrażać do konkretnych sprawności) bez stosowania środków przymusu, czyli pewnych form karania.” – pisze już na początku pan Zalewski. i już tu się nie zgadzam. bo myślę, że się da, choć może faktycznie niekoniecznie u dzieci. czy jednak ma pan zamiar ogółowi ludzkości wpajać zasady przez przymus? bo to mi zakrawa na jakiś totalitaryzm. oczywiście jednak przestaję się czepiać, bo wiadomo, że chodzi o dzieci, a więc owszem, zgadzam się, że do pewnego wieku przynajmniej się nie da w istocie. bo faktycznie nie jest tak, że mamusia powie dwulatkowi ‚nie kłam’ a dwulatek ochoczo zostanie bardzo prawdomównym dzieckiem. nie zostanie prawdopodobnie. to, że dzieciaki zasad nie przyjmują uzasadnia pan tym, że natura ludzka jest skażona buntem. filozoficznie nieco i choć jestem zdeklarowaną wielbicielką filozofii od czasu, gdy ją zaczęłam poznawać, to ja bym jednak sięgnęła po nieco bardziej naukowe wyjaśnienia. psychologia rozwojowa na przykład. Piaget. czemu dwulatek kłamie? bo nie potrafi spojrzeć na świat z perspektywy innej niż swoja i dlatego kieruje się własnym dobrem. zawsze. i tłumaczenia rodziców, że babci jest przykro jak ją okłamuje żeby wyłudzić cukierka nie trafią do niego, bo on ma tylko swojego cukierka i swoje dobro. i owszem, natura ludzka wymaga jak pan to nazywa, przeorania kulturą, usprawniania i uświęcania. czyli wychowania. bo nikt się z natury wychowany nie rodzi. a doskonalenie powinno być naszym celem przez całe życie.

wpajanie zasad w przypadku dzieci faktycznie z dużym prawdopodobieństwem będzie wymagało jakiegoś przymusu. ale, proszę wybaczyć, wrzucanie w tym momencie bicia i innych kar, ogólnie nazwijmy je ‚timeout’ [polska nazwa nie do końca dobrze oddaje sens – chodzi o odesłanie dziecka w miejsce, gdzie w samotności będzie musiało się uspokoić, odbyć karę, takie swoiste odstawienie od przyjemności na pewien czas, skoro oglądał pan Super Nianię z pewnością pan rozumie], do jednego worka, to moim zdaniem jest zwykła manipulacja. co ma na celu? ośmieszenie zwolenników niebicia, czyli tym samym pokrętne dowiedzenie, że bicie jest dobre.

dalej pisze pan o nastolatkach – tu bunt jest już osławiony, każdy wie, jaka to katorga wychowywać nastolatka. i tu też proponuje pan bicie. ba, twierdzi pan nawet, że niejeden nastolatek będzie to wolał od zakazu wyjścia na dwór. może i tak. tylko, że bijąc nastolatka nie wychowa go pan na dobrego mądrego człowieka. co najwyżej na zastraszonego kombinatora [kombinuje, bo jest tylko wytresowany biciem – zrobi źle, to go zaboli – a nie nauczony dobra], albo agresywnego człowieka, który też będzie bił – może pan mówić, że to nieprawda, każdy w praktyce przekona się sam. pomijam już aspekt tego, że kontakt z takim dzieckiem będzie zerowy.

pedagogika poradnikowa może i dopuszcza szantaż i groźby. jak pan się chce w wychowaniu opierać na poradnikach to tylko pogratulować. niech się pan też odchudza z telezakupami Mango i leczy z cudownymi preparatami z Teletygodnia.

szantaż i groźby też niczemu nie służą. wychowaniu służy miłość. i nie, miłość nie zakłada, że dziecku wszystko wolno. miłość wymaga. ale nie poniża.

Super Niania nie grozi. nie na tym polega ta metoda. polega na tym, żeby ostrzec dziecko, że jego zachowanie jest niepożądane – czyli dać mu szansę na poprawę. a później ukarać. naprawdę, odstawienie do kąta [bez krzyków, klapsów i nerwów] to nie jest przemoc. później trzeba dziecko odpowiednio długo w tym symbolicznym kącie utrzymać. a później powiedzieć mu, co zrobiło źle, nawet jeśli jest dwulatkiem i nie zrozumie natychmiast. dziecko dostanie wyjaśnienie – czemu nie wolno, a tym samym przyswoi pewną zasadę – z początku dlatego, że będzie chciało uniknąć kary, ale z wiekiem zrozumie. dostanie granicę. będzie wiedziało, jak daleko może się posunąć. nauczy się jakie zachowanie jest pożądane, a jakie niepożądane. tak samo pana, jako dorosłego traktuje społeczeństwo. ma pan ostrzeżenie – jak pan ukradnie batonika, to pójdzie pan do więzienia. i jeśli ukradnie pan batonika, to pójdzie pan do więzienia. wiedząc dlaczego. jakby się pan czuł, gdyby ktoś do pana podszedł na ulicy i skopał pana do nieprzytomności za nie wiadomo co? wie pan już czego ma nie robić na przyszłość? został pan wychowany. a może woli pan wersję – podchodzi drech i obijając panu twarz krzyczy ‚to za mojego batonika!’?

bicie niczego nie uczy, oprócz strachu. nie sprawia, że uczymy się, że nie wolno kraść. niech pan spojrzy wstecz, na historię, na ustroje opierające się na przymusie fizycznym. myśli pan, że w mikroskali jest inaczej? bicie odbiera godność. a chrześcijaństwo podkreśla godność ludzką przy każdej okazji.

a jakie bicie pan woli? takie raczej w afekcie? tatuś wpada w szał i wymierza razy pasem? dziecko uczy się tego, że tatuś nie jest oparciem, nie jest skałą, nie jest bezpieczeństwem, bo traci kontrolę nad sobą, nie można na nim polegać, bo nie wiadomo, co może zrobić. czy może raczej takie na zimno, egzekucja? rodzice się naradzają, przychodzą do pokoju, każą się kłaść na tapczanie i wymierzają 10 klapsów za uderzenie brata, a 15 razów kablem od żelazka za wybicie szyby sąsiadowi? dziecko uczy się tego, że rodzice są groźni, świat ogólnie jest groźny. a czy uczą się tego, żeby nie bić brata? chyba raczej, żeby następnym razem pobić tak, żeby rodzice się nie dowiedzieli.

nie jestem lewakiem, ani liberałem, ani wolnościowcem, ani pacyfistą, ani ekologiem. ale wiem, że wychowanie bezstresowe nie polega na tym, żeby kar nie było. tylko na tym, żeby dziecko miało granice, poczucie bezpieczeństwa i miłość. kary też się tu przydają. ale nie te, które tresują. dzieci to nie zwierzęta.

jestem mamą i przyszłym pedagogiem, dopiero przyszłym, dlatego nie wiem czy w ogóle mam prawo nie zgadzać się z panem, autorem książek i poważnym człowiekiem. ale szlag mnie trafia jak czytam takie kłamstwa. manipuluje pan faktami, nie wiem czy rozmyślnie czy z braku wiedzy. może przydałoby się poczytać jeszcze trochę? tylko coś trochę mądrzejszego?

5 Responses to “[riposta na bezstresowe wychowanie]”


  1. 1 Dariusz Z. 5 grudnia 2009 o 21:14

    Odpowiedziałem na Frondzie.

  2. 2 tube youtube bot 20 lipca 2013 o 21:46

    Great post! We will be linking to this particularly great article on our site.
    Keep up the good writing.

  3. 3 Mae 4 sierpnia 2013 o 11:57

    I love the sterling cuff!
    Thanks, Karen

  4. 4 Marty 26 grudnia 2013 o 1:43

    Admiring the dedication you put into your website and detailed information you offer.
    It’s awesome to come across a blog every once in a while that isn’t the same outdated rehashed information.
    Great read! I’ve bookmarked your site and I’m adding your RSS feeds to
    my Google account.


  1. 1 Kobieta niebita psuje się od środka « Studencki blog teologiczny Trackback o 31 stycznia 2010 o 2:14

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s




tak zwany ‚about’

Autorka: młoda, wykształcona [no, prawie...], z wielkiego miasta [że ho ho]. prywatnie żona, mamusia, studentka, katoliczka - fanatyczka, zdeklarowana antyfeministka. hobbystycznie artystka - rękodzielniczka, początkująca kucharka, blogowiczka, czytelniczka niemal wszystkiego i masochistyczna poszukiwaczka głupoty [oraz mądrości też]. wytrwała naprawiaczka świata. inka.1987@o2.pl
Grudzień 2009
Pon W Śr Czw Pt S N
« Paźdź   Kwi »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Blog Stats

  • 1 538 hits

%d blogerów lubi to: